17 lutego 2011
Borys pogromca mitów "o bezinteresownej psiej miłości"
Wycieraczka była pusta. Dziwne.. Zawsze gdy zostawiałam go samego na dworze czekał na mnie na wycieraczce. Po raz setny upewniłam się, że brama i furtka są zamknięte.
-Borys, do mnie! - cisza. Żadnego szczekania, odgłosu pazurów uderzających o płytki. Jednym słowem psa wcięło. Postanowiłam użyć tonu nr 2, czyli "bawmy się". Sprawdza się w 48 procentach:
-Borys, no chodź do pani! - coś poruszyło się za choinką. Wzięłam to za dobry znak.
-Booryyys- choinką zatrzęsło i pies łaskawie wyszedł sprawdzić, czy opłaca się przyjść. O tym nie pomyślałam. Spodziewałam się dzikiej radości na widok mojej osoby, a zamiast tego widzę pytanie w jego oczach "i co dla mnie masz?". No tak to my się bawić nie będziemy! Pies ma przychodzić jak się go woła a nie rozważać możliwe opcje. Czas na ton nr 3.
-Borys! Do nogi! Już!- Nie jestem pewna, gdzie on ma brwi, ale z pewnością je uniósł.. Mignął mi tylko ogon i pies poleciał za dom. Chwilę postałam, pomyślałam i postanowiłam pójść na kompromis.. no dobra, w sumie to postawił na swoim. Podniosłam leżącą obok piłkę tenisową i zagwizdałam. Głowa Borysa pojawiła na rogu, zlokalizował piłeczkę i przemyślał wszystkie dostępne opcje. Na moje szczęście uznał, że warto podejść i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja. Zatrzymał się 2 metry ode mnie, usiadł i czeka. Na mordzie 'poker face'. Tylko ogon zdradzał, że nie jest tak całkiem obojętny wobec piłeczki i chętnie by ją sobie przywłaszczył. Zaczęłam się zastanawiać jak to dobrze rozegrać. Borys jest psem nieaportującym, więc rzucenie piłki nic mi nie da (polecenie zna i za coś dobrego może nawet wykonać, ale raczej go to nie bawi.. Przynieść piłkę to każdy głupi potrafi, ale uciekać z nią, jak pani chce ją z powrotem to już większa sztuka). Na próbę odbiłam piłkę od ziemi. Pies zerwał się na nogi, ale widząc, że zrobiłam go w konia usiadł zniesmaczony. Takie żarty sobie z niego robić! Chwilę poobserwowaliśmy się nawzajem. Z doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach Borys ma o wiele więcej cierpliwości niż ja. Z rezygnacją przysiadłam na schodach. Pies przez chwilę mi się przyglądał, szukając podstępu. W końcu podniósł tyłek i przyszedł, usiadł obok mnie i przytulił się na swój dziwaczny sposób. Zanim zdążyłam się rozczulić jakiego mam kochanego psa, ten zdążył już ukraść piłeczkę i dać nogę za choinki.
16 lutego 2011
Bo jakoś trzeba zacząć..
Borys. Ma trochę z Jelcyna, trochę ze Spasskiego, zapał Paiczadze, aktorstwo na miarę Szyca. Pełen poczucia własnej wartości, zapału we wprowadzaniu do życia zasady "Wiem, że możesz mieć rację, ale i tak postawię na swoim" i wielki amator 'ostatniego słowa' wkroczył do mojego życia i bez trudu, czy chwili refleksji przewrócił je do góry nogami.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
