29 października 2012
Śniegi
Spadły pierwsze śniegi. W nocy, znienacka. Niby ktoś mówił, że spadną.. Niby listopad się zbliża.. Ale na pierwszy śnieg ciężko się nastawić. Po długim lecie to coś tak abstrakcyjnego, że człowiek kiwa głową, gdy wszyscy przekazują sobie tą informację, ale jakoś nie do końca myśli o tym fakcie poważnie.
Śniegi okazałe nie były. Ot trochę przypruszyło, gdzieniegdzie zieleni się trawa. Taka tam zapowiedź zimy. Tak widzę to ja, człowiek. Samoyed ma totalnie inny punkt widzenia.
3 w nocy, Człowiek siedzi przy komputerze i stuka w klawisze. Stuka uparcie, ignorując cały otaczający go świat, chociaż ten właśnie się zmienia.. wybiela. Samoyed śpi w pobliżu. Czasem popiskuje. Pazury uderzają wtedy lekko o ziemię. Sarny w popłochu uciekają, zające czmychają w pobliskie krzaki.. Niespokojny sen psa odrywa wzrok Człowieka od monitora. Przez chwilę obserwuje Białasa, którego ruchy powoli uspokajają się, łapy już tylko nieznacznie drgają. Nagle otwiera się oko. Samoyed dostrzega na sobie wzrok swojego Człowieka, a w ruch idzie dla odmiany ogon. Następuje cała gama stękania, pomruków i ziewnięć, po czym pies wstaje i podchodzi po porcję głaskania. W końcu mu się należy, prawie dopadł tą sarnę. W międzyczasie Człowiek na powrót wlepił wzrok w monitor, mimowolnie podrapał Psa za uchem i był gotów znów zapomnieć o całym świecie. Na to Samoyed pozwolić nie mógł! Wyczekująco zatupał i spojrzał czy podziałało. Nic. Chwilę postał, pomyślał.. Usiadł i wstał. Bez rezultatu. Człowiek nadal bez ruchu gapił się w maszynę, która pochłaniała całą jego uwagę. Pies wysunął ciężki kaliber. Zapiszczał. Piszczenie w środku nocy zawsze się sprawdza. Człowiek westchnął ciężko i wyczekująco spojrzał na Samoyeda, który podbiegł do drzwi i trącił nosem klatkę. Wzrok Człowieka przesunął się na okno. Coś tam padało za oknem, ciemno i z pewnością zimno. Drugie głębokie westchnięcie i pełne rezygnacji podniesienie się z fotela. Drzwi się otwierają, idziemy na dwór. Pies postanowił sprawę rozegrać na spokojnie. Bez zbędnych emocji zszedł po schodach, zaczekał aż Człowiek otworzy drzwi na werandę i pozwoli wejść. Już po chwili klucz zgrzytał w zamku, a Pies zniecierpliwiony drżał czekając na upragnione hasło "Idź". Gdy w końcu padło, wybiegł z domu i.. stanął jak wryty. Śnieg!
Człowiek zdegustowany zimnem wrócił do domu po kurtkę, natomiast Samoyed z radością zeskoczył na cienką białą warstwę i polizał ją. Tak, to śnieg! Smakuje całkiem jak ten zeszłoroczny, więc całkiem możliwe, że to ten sam! To trzeba jakoś uczcić, a na to jest tylko jeden sposób. Pies zerwał się i zaczął biegać po całym ogrodzie, robiąc ogromne kółka i szczekając wysoko. Człowiek z rozbawieniem spojrzał na ten obrazek i pokręcił głową. Ulepił śnieżkę i rzucił w stronę przebiegającego Samoyeda. Ten przybrał play position, które szybko przerodziło się w tarzanie w białym puchu. Szaleństwo trwało jeszcze jakiś czas, a cały obrazek wywołał uśmiech na twarzy Człowieka. Środek nocy, cisza. Biały Pies biegający chaotycznie po ogrodzie w dzikiej radości z tak błahego powodu jak śnieg. Dlaczego Człowiekowi tak ciężko cieszyć się z takich szczegółów? Zamiast tego skupia się na marudzeniu, że zimno, mokro, nie przyjemnie. Czasem potrzeba Samoyeda, żeby docenić zwykłe elementy codziennego dnia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
