24 marca 2011
Spokój przed burzą..
Noc jest fajna. Pies zmęczony śpi koło pana, od czasu do czasu podchodzi do mnie i trącając mnie nosem upewnia się, że jestem. No jestem, no.. Siedzę i rozmyślam nad szalonym dniem. Tym który minął i tym który się skrada. Rano wyprowadzić psa, nakarmić psa, wygłaskać psa, wybawić psa jedząc w międzyczasie śniadanie. Ostatnio znamy się z Międzyczasem Porannym aż za dobrze. Potem znowu wyprowadzić psa, dać gryzak, zaczekać aż wejdzie do kennela i chwilę ponasłuchiwać czy raczy tam z godzinkę posiedzieć. Jak raczy to jest miło. Gorąca herbata i książka. Jak nie raczy to też jest miło, ale bardziej chaotycznie. Piłeczka w ogrodzie, trochę szkolenia, dużo szczekania, gonitw po domu, atakowania pani piłeczką, trochę szczekania na szynszyle, gorączkowe starania 'cobytuzbroić', upewnienie się 10 razy, czy pani mówiąc 'na miejsce' na pewno miała to na myśli. Wędrówka psa na miejsce to osobny rozdział dnia. Jest pełna dramatyzmu, tragedii i nieprzewidzianych zdarzeń. 5 metrów Borys potrafi pokonać w rekordowym tempie 6 minut. Bo ta piłeczka tu leży! A przecież zamiast leżeć powinna być rzucana psu. Bo ten ptak śpiewa za oknem. A co to za ptak? A może chce się bawić? A tu leżał chyba psi chrupek 2 godziny temu. To trzeba sprawdzić. Nie wystarczy powąchać. Wnikliwa analiza przy użyciu nosa MUSI trwać tyle czasu. Jakże inaczej? Analiza zapachów z podłogi przenosi się na przedni łapy, pies przewraca się na grzbiet i powoooooli, z namysłem obwąchuje poduszki łap. Przeżywa na nowo spacer, bieganie za piłeczką, każdego rozdeptanego robaczka, kamień, źdźbło trawy. Pani niecierpliwie chrząka, pies wstaje, patrzy z urazą i kontynuuje swoją wędrówkę. W końcu po wielu przygodach staje na posłaniu i jeszcze raz się upewnia. Czy aby na pewno tego chcesz? Dobrze to przemyślałaś? Gdy widzi, że nie uda mu się uciec powoli się kładzie i wlepia wzrok w klatkę od szynszyli, powoli zamyka oczy i usypia. Pani jeszcze przez chwilę niczym klawisz stoi nad śpiącym psem, po czym odwraca się, żeby wrócić do swoich spraw. A pies w magiczny sposób ulatnia się do innego pokoju. Niech i tak będzie.. Dzień leci dalej, pies dotrzymuje mu kroku, pani zaczyna odpadać, przychodzi wieczór, wszystko się wycisza, pies rozrabia coraz mniej.. Noc jest fajna. Nie chcę spać. Lubię ten spokój przed burzą.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)